Czerwiec

Połowa czerwca – co się teraz dzieje w ogrodzie? Przede wszystkim – pięknie jest. W szale pracy ogrodowej nie przegapmy tego najważniejszego, po co mamy ogród. Nasze amatorskie ogrodowanie jest przede wszystkim dla przyjemności. Dla widoków, zapachów, dźwięków. Pozwólcie sobie na to.

DSC07486

DSC02734

Zaczęły swoje koncerty żaby, a niedługo dołączą świerszcze, aby wraz z ptakami, dzień po dniu, tworzyć wielką symfonię radości i pochwały życia. Każdego dnia mamy tyle różnych spraw, które MUSIMY, że na te miłe, ogrodowe chwile zapomnijmy o MUSZĘ, a ustalmy, że CHCĘ, MOGĘ, PLANUJĘ. Słowa mają wielką moc. W ogrodzie cieszmy się tym, co udaje nam się stworzyć. I czy to jest różana rabata czy grządeczka z najtańszych jednorocznych kwiatków czy jedna doniczka z pomidorem na balkonie, to najważniejsza w tym jest radość.

DSC07393

Jeśli zdarzy się tak, że wciągnie nas wir życia i ogród zarośnie, to nie zniechęcajmy się. Jeśli nie w tym roku, to za rok znów będzie wiosna, będzie nowe otwarcie i nowy początek. Nie bądźmy dla siebie zbyt surowi, wystarczy że inni nas rozliczają, oceniają. Jeśli ktoś lubi ogród pod linijkę, to proszę bardzo, ale niemiecki ordnung nie musi być naszym żywiołem.

DSC07387

DSC09800

Ogród naturalny zaprasza więcej stworzeń, w takim ogrodzie jest więcej życia. Zamieńmy chwasty na rośliny spontaniczne, od razu będzie nam się żyło lepiej, spokojniej, milej. Czerpmy raczej od Skandynawów – hygge, lagom, to ich filozofia, ich wyluzowane, radosne podejście do życia. Warto trochę się „rozpiąć” :)

DSC01904

Co możemy zrobić w najbliższych dniach? Przeglądamy czosnek, roślina po roślinie, aby oberwać KAŻDY kwiatostan, gdy tylko się pojawi. Ważne, aby zrobić to jak najwcześniej, żeby energia niepotrzebnie nie poszła w tworzenie nasion, zamiast główek. Oberwane kwiatostany dorzucam do gnojówki, którą będę podlewała pomidory. Na ostatnim zdjęciu porównanie główek z oberwanym i nie oberwanym kwiatostanem.

IMG_4308 IMG_4307

DSC09805

Jeśli ktoś (tak jak ja) posadził cebulę i zimowy czosnek szerzej (rządki w odległości co najmniej 30 cm), to jest najwyższy czas, aby wyplewić międzyrzędzia, porządnie je podlać i posiać marchewkę. Za jakiś czas wyrwiemy cebulę i czosnek, a marchewka będzie rosła dalej. U mnie ta marchewka zawsze rośnie ładniejsza niż z wiosennego siewu.

IMG_4318 IMG_4304

DSC07334

Trzeba wybrać dobry wieczór czyli bezwietrzny i nie przed deszczem i nie za gorący, aby zrobić pierwszy oprysk profilaktyczny dla pomidorów. Zdarzało się, że już w czerwcu pojawiały się pierwsze objawy zarazy ziemniaczanej, lepiej się przed nią chronić niż z nią walczyć.

DSC00465 DSC00458 DSC00462

Przed opryskiem obrywamy stare, zżółknięte liście, obrywamy też pędy. To te, które wyrastają między liściem, a łodygą główną. Jeśli planujemy prowadzić je na dwa pędy, a większość pomidorów dobrze tak rośnie, to zostawiamy pęd, który wyrasta tuż pod pierwszym kwiatostanem. Tak robimy tylko raz. Gdy już ten drugi pęd wyrośnie, to będą jakby dwie rośliny na jednej łodydze. Każdy pęd czyli naszą umowną roślinę traktujemy tak, jakby to był oddzielny byt. Obrywamy wszystkie pędy wyrastające między liściem, a łodygą. Nie zostawiamy już żadnych pędów, ani pod ani nad kwiatostanem. Jeśli coś nam „ucieknie”, nie zauważymy pędu i zdążą się zawiązać owoce, to obrywamy stożek wzrostu czyli wszystko nad kiścią owoców i pozwalamy im dojrzeć. Na zdjęciach jasnoniebieskie obwódki mają pędy, które zostawiamy, czerwone kropki mają pędy do usunięcia.

IMG_4522_LI IMG_4492_LI IMG_4493_LI

IMG_20200613_080558_LI IMG_20200613_080444_LI

Przypominamy sobie, że za jakiś czas zwolnią nam się grządki po groszku, wczesnej kapuście, kalarepce, wczesnych ziemniakach i coś znów można będzie tam posadzić. Warto wysiać teraz brokuły, kalafiory, kalarepki, sałatę, aby posadzić je na zwolnionych grządkach. Pamiętać tylko o jednej zasadzie, żeby nie sadzić po sobie roślin z tej samej rodziny. A więc po kapustnych nie sadzić kapustnych i rzodkiewki. Rzodkiewka, rzodkiew i kapustne bardzo dobrze rosną po groszku, ziemniakach, wczesnej marchwi.

DSC00034

Wciąż wysiewamy po troszkę koperku. Ja po prostu rozrzucam nasiona w warzywniku. Pojedyncze rośliny rosną lepiej niż rządki.

DSC04425

I jak się już tak narobimy, zabrudzimy paznokcie, nogi, że w końcu wiadomo po co się myjemy, to dajmy sobie chwilę na radość. Życie jest takie krótkie.

DSC04435

Pomidory – ochrona.

DSC04641

Obrazki z mojego ogrodu towarzyszą dzisiaj temu wpisowi, bo pięknie jest, a temat trudny. Trudny dlatego, że jest wynikiem mojej porażki w uprawie ekologicznej pomidorów.

DSC05796k

Wyjątkowo duże zainteresowanie sadzeniem pomidorów w tym roku wynika na pewno z tego, że wiele osób pracuje zdalnie lub wcale nie pracuje i ma więcej czasu. Przy wielu złych skutkach korony, to może być ten dobry. Nie łudzę się, że za rok znów będzie tak dużo chętnych do uprawy własnych warzyw albo chociaż pomidorów i ziół. Ale dobrze by było, gdyby choć część osób kontynuowała uprawę, bo warto to robić, jeśli nawet tylko na małą skalę. Myślę, że jeśli ktoś pierwszy raz spróbuje smaku własnych pomidorów, a uprawa nie wyda mu się nadmiernie trudna, to będzie to robił nadal. Będzie to moją radością, jeśli choć w małym stopniu przyczynię się do tego.

IMG_4336

Dzisiaj trudny temat – ochrona pomidorów. Pisałam o tym już kilka razy, więc niektóre frazy będą się powtarzały, ale dla niektórych będą to nowe rzeczy.

IMG_4391DSC00224

Wszystko zależy od przebiegu pogody. Jak jest łaskawa, to znaczy jest ciepło i nie nadmiernie wilgotno, to nie ma problemu. Można wtedy robić opryski z drożdży, wbijać miedziane druciki w łodygi, pryskać roztworem świeżego, krowiego mleka, pryskać różnymi ziołowymi mieszankami. I cieszyć się, że dzięki temu się udało wyhodować super pomidory. Wszystko to robiłam i czasem mi się udawało.

DSC00113

Ale, jak leje nieprzerwanie przez wiele dni i jest zimno, to nie ma cudów. Pomidory w gruncie, bez ochrony chemicznej padną. Przeżyłam przeróżne rozterki związane z chemią. Przez rok uprawiałam pomidory w dwóch dużych namiotach foliowych nie stosując żadnych zabiegów chemicznych poza profilaktycznymi opryskami z roztworu krowiego mleka (1 l mleka i 4 litry wody). Ale pogoda wtedy była piękna, nie szalały żadne zarazy, liście były obrywane, aby nie dopuścić do nadmiernego zagęszczenia i braku przewiewu.

DSC07271

Jak wspomniałam, przeżyłam różne rozterki związane z ochroną chemiczną. Pomidory uprawiam prawie wyłącznie w gruncie, pod chmurką. Były lata, gdy miałam w gruncie 120 krzaków i raz musiałam zlikwidować całe poletko w lipcu. Krzaki oblepione zielonymi pomidorami, które przez weekend zrobiły się czarne. Wywoziłam je do dołu taczkami i płakałam.

DSC07292

Wtedy powiedziałam sobie tak: albo pryskam najmniej jak się da, zachowując przedłużone okresy karencji i jem pomidory do października z pełną świadomością, że są pryskane 2-3 maks.4 razy albo po prostu pomidorów nie uprawiam i kupuję pomidory w sklepie, na targu. Ile razy pryskane? Nie wiem, ale raczej kilkanaście. Bo żaden producent, który z tego żyje, nie pozwoli sobie na to, aby jego źródło utrzymania zeżarła zaraza albo szara pleśń, albo jakieś robaki lub inne nieszczęście.

DSC07298

Na początek oczywiście środki chwastobójcze, bo kto będzie plewił ręcznie? A więc leje chemię ile wlezie, bo „pomidor ma wyglądać”. Rozmawiałam kiedyś z chłopakiem, który uprawiał pomidory na wielką skalę. Gdy zapytałam dlaczego nie uprawia pysznych pomidorów o cieniutkiej skórce, różnych odmian czarnych, żółtych, pomarańczowych, a tylko pancerne twardziele odpowiedział krótko – „Dorota, ja nie dostaję ani złotówki za smak. Pomidor ma wyglądać. Musi przejechać czasem setki kilometrów, nie może dojechać w postaci pulpy.”

DSC07312

No i to tyle co do smaku. Dobrze, jeśli producent jest uczciwy i zachowa przewidziany instrukcją okres karencji, a nie każdy jest.

DSC07349

Pryskam moje pomidory jeden raz w każdym letnim miesiącu. Sadzę je ok. połowy maja, a potem pryskam w połowie czerwca, lipca, sierpnia i czasem września. Na początku wybieram środki o dłuższym okresie karencji, np. tydzień, bo nie ma to większego znaczenia, w czerwcu nie ma dojrzałych pomidorów. Dopiero gdy pomidory owocują, wybieram te o najkrótszym np. 3 dniowym okresie karencji, który i tak wydłużam do co najmniej 5 albo i więcej dni.

DSC07350

Przed opryskiem zrywam wszystkie czerwone owoce i te, które już pokazały kolor. Zabezpieczam rosnące obok rośliny dopóki środek nie wyschnie. Oprysk chemiczny mieszam zwykle z siarczanem magnezu. Obrywam wszystkie chore liście, nawet jeśli mają tylko jedną plamkę. Podwiązuję, plewię i dopiero pryskam, pokrywając całe krzewy dokładnie roztworem. Oprysk robię wieczorem, po zachodzie słońca, bo zwykle jest on szkodliwy dla pszczół.

IMG_4350

Kupując środki chemiczne sprawdzam datę ważności, bo jeśli mam 3 środki, to zwykle używam ich przez 2-3 lata. Używam kilku zamiennie: jako pierwszy zwykle Miedzian, następny do wyboru Amistar 250sc, Ridomil Gold, Acrobat, Revus. Jeśli są już wyraźne objawy choroby, to należy zwrócić uwagę, aby konicznie był interwencyjny, a nie tylko profilaktyczny. W szklarni raczej nie pryskam, no chyba, że szara pleśń dziesiątkuje mi kwiaty, które odpadają od kwiatostanu, to stosuję Switch lub Amistar Opti, ale w dobrze wietrzonej szklarni raczej nie jest to potrzebne.

DSC07374

Nie obrywam pomidorom zdrowych liści. Dopóki nie zaczną żółknąć, odżywiają krzew i każdy taki liść jest potrzebny. Nie jest prawdą, że trzeba oberwać liście od dołu, bo „choroba wchodzi od ziemi”. Choroba czyli zaraza ziemniaczana, bo to ona jest największym problemem, to choroba grzybowa i jej zarodniki są przenoszone przez wiatr. Jeśli liście są zdrowe, to pierwszym momentem, gdy można je zacząć obrywać jest chwila, gdy owoce są w pełni wykształcone i zaczynają dojrzewać, a liście zasłaniają im słońce.

DSC04641


Tak ja robię.
Od 10 lat. Taką przeprowadziłam kalkulację i po 20 latach różnych pomidorowych przypadków wybrałam mniejsze zło. Jak Państwo zrobicie, to Wasz wybór. Nikogo do niczego nie namawiam. Chemia to nic dobrego, ale zawsze warto sobie zadać kilka pytań i na nie odpowiedzieć, a następnie wybrać to, co dla Was najlepsze. Życząc dobrych wyborów i obfitych plonów, pozdrawiam serdecznie :)

POMIDORY- podlewanie, nawożenie.

DSC03734

POMIDORY. PODLEWANIE.

Z pomidorami jest jak z życiem, wskazany jest umiar. Wbrew powszechnemu przekonaniu, pomidory nie powinny być podlewane codziennie. Jeśli zostały posadzone zgodnie z powiedzeniem „sadzisz w błoto, zbierasz złoto” czyli w dołek porządnie nasączony wodą i jeszcze raz podlane po wsadzeniu, to pierwsze podlewanie wypada nie wcześniej niż za tydzień. Później, też często wystarczy raz w tygodniu. Za często podlewane pomidory nie korzenią się głęboko, większość bryły korzeniowej znajduje się tuż pod powierzchnią ziemi, bo nie mają potrzeby sięgać głębiej. Nie dosyć, że mamy więcej pracy, bo trzeba lać i lać, to dla roślin nie jest to nic dobrego. W przypadku upałów, mimo codziennego podlewania, pomidory i tak cierpią. Korzenie się przegrzewają, niektóre nie dostaną wody i roślina rośnie gorzej niż by mogła.

DSC00028

Trzeba zrobić wszystko, aby zatrzymać wodę, którą dostarczamy pomidorom. Niczym nie osłonięta, goła ziemia, to nie na te czasy, gdy susza jest ogromnym problemem. Warto, a nawet trzeba, stosować ściółkowanie. Słomą, przesuszoną trawą, rozdrobnionymi kartonami, liśćmi zgromadzonymi w workach jesienią albo czymkolwiek innym, co osłoni ziemię, zatrzyma wilgoć i powstrzyma chwasty. Dobrze działa uprawa współrzędna z innymi roślinami. Można posiać fasolkę szparagową między pomidorami. Jej duże liście zasłonią ziemię, korzenie przyciągną azot. A że korzenią się na różnych głębokościach, to dobrze razem rosną. Nie może to być jednak regularna uprawa fasolki, a tylko kilka krzaczków w większej rozstawie, posianych jako osłona.

IMG_4332

NAWOŻENIE. Na początek pomidor potrzebuje azotu, aby się rozrosnąć, zbudować krzew. Jeśli nie daliście nic do dołka, to podlejcie jakąś gnojówką dwa tygodnie po posadzeniu. Nadal ważny jest umiar. Za dużo azotu sprawia, że odkłada się on w warzywach, a to źle wpływa na nasze zdrowie i roślinom też szkodzi. Warzywa korzeniowe z nadmiarem azotu źle się przechowują, a rośliny kwitnące później owocują, bo roślina mając bardzo dużo azotu buduje potężny krzew, w przypadku pomidorów, bardziej wrażliwy na zarazę ziemniaczaną. Jeśli daliście do dołków pokrzywę, rozłożony obornik, kompost itp., to pomidorom wystarcza na długo, a przy zasobnej ziemi, azotu wystarczy na cały sezon. Dopiero, gdy zobaczycie, że liście zrobiły się blade, a roślina wyraźnie słabo rośnie, zaaplikujcie jej jakąś gnojówkę, a jeśli nie macie, to może być namoczony kompost. Płynem podlejcie pomidory, a to gęste rozrzućcie na grządkę albo z powrotem do kompostownika. Nadmiar azotowych zasilaczy zużyjcie dla porów, one przerobią każdą ich ilość. Selery i wszelkie dyniowate, a także kapustne, też trudno przenawozić. Jeśli czujecie nieprzepartą chęć nawożenia, to zaopatrzcie się w jakąś formę humusu. Jego trudno przedawkować. Pomidory bardzo nie lubią chloru. Jeśli nawozicie pomidory sztucznymi nawozami (lepiej nie), to sprawdźcie czy nie zawierają chloru i takiego nawozu nie używajcie.

DSC00123

Nawozy potasowe i fosforowe najlepiej dać jesienią. Ja rozsypuję popiół z kominka. Czysty, z samego drewna. Robię to jesienią lub bardzo wczesną wiosną. Jeśli nie macie popiołu z kominka, to wykorzystajcie ten z grilla, tam też jest dużo potasu.

DSC05202

Gnojówka z pokrzyw, to w uprawie pomidorów często używany nawóz. Ale i tutaj przesada nie jest wskazana, bo on oprócz dużej ilości potasu zawiera również bardzo dużo azotu. Ja nawożę swoje pomidory w cyklu dwu- lub trzy- tygodniowym. Pierwszy jest zawsze nawóz azotowy, a więc jakaś gnojówka albo obornik granulowany. Następne nawożenie, to gnojówka z pokrzyw a bezpieczniejsza jest mieszanka obornika i pokrzyw, skrzypu, piołunu, mniszka bez nasion. Napycham pełny zbiornik różnymi zielonymi składnikami, najlepiej posiekanymi. Dolewam do pełna wody. Mieszam, najlepiej codziennie. Gdy rośliny przefermentują i zaczną opadać na dno, pobieram litrowym rondlem trochę więcej niż pół litra do 5 litrowej konewki, dopełniam wodą i podlewam. Jedna konewka na 3 rośliny. Stawiam pojemnik z gnojówką w pobliżu grzędy z pomidorami, abym nie musiała biegać przez pół ogrodu.

Niedobór potasu powoduje nierównomierne dojrzewanie, w tym dosyć częsty problem zielonej piętki w owocach. Ale nadmiar też jest niekorzystny, bo blokuje wchłanianie magnezu. Większość ziem w Polsce jest uboga w magnez dlatego raz lub dwa razy w sezonie robię oprysk magnezowy, bo pomidory bardzo lubią magnez. Naturalny siarczan magnezu świetnie się rozpuszcza w wodzie i dobrze wchłania, szczególnie z oprysku. Pozostałe warzywa, na przykład selery, fasolka szparagowa też lubią magnez. W wyniku działań proekologicznych pojawiają się też niekorzystne zjawiska, bo drastyczne odsiarczanie spalin w zakładach energetycznych sprawia, że w glebach coraz większy jest deficyt siarki. A jest ona roślinom potrzebna do prawidłowego wzrostu i rozwoju. Im więcej dostarczamy azotu, tym więcej rośliny potrzebują siarki. Dlatego nawożenie siarczanem magnezu jest bardzo korzystne.

DSC04795

Nawoźcie swoje pomidory, ale zachowajcie umiar. Zarówno w stężeniu aplikowanych nawozów, jak i częstotliwości nawożenia.

Wkrótce zamieszczę oddzielny wpis dotyczący ochrony pomidorów przed chorobami, a tymczasem uważnie je obserwujcie, bo przy tak długotrwałych opadach mogą powoli zacząć się pojawiać pierwsze objawy zarazy ziemniaczanej.

DSC00463

Pomidory. Rośliny towarzyszące.

DSC11305

Pewnie większość z Was posadziła już pomidory. Moje jeszcze czekają, ale po kilka, zacznę je wysadzać. Najpierw każdy dostanie etykietkę. Potrzebne są szczególnie nowym odmianom.

IMG_4301

I co teraz? Przez dwa tygodnie po posadzeniu niewiele jest do zrobienia. Ale nie tak, że całkiem nic. Posadziliście je w dziurę nafaszerowaną obornikiem albo kompostem albo pokrzywą, skórkami od bananów i jakimiś innymi cudami. Teraz trzeba im dać dwa tygodnie, aby się ukorzeniły.  Można się zastanowić co posadzić między pomidorami.

SELERY. Jeśli macie rozsadę selerów, to można na brzegu grzędy umieścić je pomiędzy pomidorami. Sadzić tylko z brzegu, a nie w środku pomidorowej plantacji, bo selery lubią słońce. Poza tym, jeśli będziecie pomidorom dosypywali na wierzch kompostu, to uważajcie, aby nie zasypać selerów. One lubią płytkie sadzenie i trzeba to robić naprawdę uważnie, aby nie zagłębić ich bardziej, niż rosły jako rozsada. Jak wspomniałam, selery lubią słońce, więc posadźcie je tylko z brzegu, lubią też wodę i nawożenie. Ale to będziecie dostarczali pomidorom, to przy okazji dostanie się też selerom.

DSC15078

FASOLKA SZPARAGOWA – oczywiście mówimy o odmianach karłowych. Ja bardzo sobie cenię żółtą odmianę Laurina i zieloną Ferrari. W tym roku przetestuję jeszcze inne odmiany. Sadzę 3 nasionka w środku kwadratu, który tworzą 4 posadzone pomidory, a kolejne 3 na brzegu, między pomidorami. Jeśli mam wcześniej przygotowaną grządkę, to wytyczam miejsce pod pomidory, zostawiam te punkty puste, a w środku i na brzegu sadzę fasolkę. Zwykle się udaje i do czasu sadzenia pomidorów jest już ładnie podrośnięta. W tym roku się nie udała, ale i nasiona były już troszkę przeterminowane, więc wysadzę ją razem z pomidorami. Ziemia jest już ciepła, więc urośnie szybko i ładnie zasłoni podłoże przed palącym słońcem i nie pozwoli rosnąć chwastom. Zatrzyma też wilgoć, a brodawki korzeniowe poratują pomidora azotem. Na fasolkę wciąż jeszcze jest czas, przynajmniej do połowy lipca. Fasolka nie wzeszła, za to rzodkiewka, jako obwódka pomidorów, udała się fantastycznie. Odmiana ‘Krasa’ jeszcze dorasta, a ‘Tetra Iłówiecka’ jest odpowiednio ostra i to jest plus kwarantanny, bo można bezkarnie zjadać ostre rzodkiewki, które wiecie co robią z naszym oddechem 😀 Ozima cebula też już gotowa i zjadamy ją do kanapek bez żadnych ograniczeń.

DSC03807 DSC03808

DSC03722

DSC04795

PORY. Jedna z klientek pytała czy dobrym pomysłem będzie posadzenie naprzemiennie pora i selera. Hmmm… zastanowiłam się dlaczego tak nigdy nie robiłam? Na logikę, to byłoby dobrze, bo przecież seler rozrasta się szeroko na boki, a por rośnie smukło w górę. No i tak w czasie tych pogaduszek wyszło mi, że przecież inaczej się je sadzi. Seler sadzi się jak najpłycej, a por jak najgłębiej i raczej trudno to pogodzić.

Pory też można posadzić między pomidorami, na brzegu. Dla każdego wykopać głęboki dołek, posadzić por na jego dnie i w miarę wzrostu, systematycznie go zasypywać. I na tym brzegu, między pomidorami, będą dobrze rosły, bo z nawożenia pomidorów zabiorą nadmiar azotu, co sprawi, że pomidory będą miały go wystarczająco i będą pobierały potas, który jest im potrzebny do kwitnienia, którego efektem jest owocowanie. A pory przerobią każdą ilość azotu i warto o tym pamiętać, że bez intensywnego nawożenia azotem, nie wyhodujemy dorodnych porów.

IMG_20190508_123319IMG_20190508_123414

SZPINAK NOWOZELANDZKI. Również bardzo dobrze współpracuje z pomidorami. Jedna roślina, na brzegu, w środku, między dwoma pomidorami. Korzeni się płycej niż pomidory, przepięknie się rozrasta zasłaniając podłoże dla chwastów i nadmiernego wysychania. Jeszcze ciągle jest czas na wysiew. Kto miał szpinak nowozelandzki w ubiegłych latach, to może poszukać siewek i przenieść je tam, gdzie trzeba. Tydzień temu odnalazłam kilka siewek i zapakowałam do małych doniczek. Pomyślę gdzie je posadzić, gdy już umieszczę pomidory. Szpinakowi nowozelandzkiemu trzeba systematycznie ucinać końcówki, aby dobrze się rozkrzewiał i wciąż wydawał świeże przyrosty. U mnie jest dobry jeszcze w grudniu. Małe przymrozki go nie ruszają. Jeśli nie planuję go zużyć od razu, lekko podduszam na oliwie lub krótko blanszuję, osączam z wody i zamrażam w małych woreczkach (koniecznie opisanych!). Zimą dorzucam go do zupy albo przyrządzam w inny sposób.

DSC00423

BAZYLIA. To kolejna roślina, która dobrze się czuje przy pomidorach i chroni je przed owadami. No i jest nieodłącznym towarzyszem pomidorowych potraw. Polecam odmianę sałatową, która ma wielkie liście, prawie jak sałata i doskonale sprawdza się w mieszanych sałatkach z zielonych listków, a także w sałatce caprese, pesto i dziesiątkach innych potraw.

DSC11657

DSC00836

PIETRUSZKA. Zarówno naciowa jak i korzeniowa może rosnąć przy pomidorach. Chyba ze dwa lata temu posadziłam pomidory na grządce przeznaczonej pod pietruszkę. Pietruszka strasznie marnie wschodziła, a że miejsca na pomidory zawsze brakuje, to dla towarzystwa dołożyłam jej pomidory. Później trochę pietruszki jeszcze wzeszło i tak rosły sobie razem, aż do jesieni. Plony korzeniowej nie były może imponujące, ale były, natomiast naciowa rosła świetnie.

DSC00121

SAŁATA. Ją też sadzę na brzegu pomidorowej grządki. A zwykle dużo wcześniej niż pomidory. Teraz już mam gotową do zjedzenia, a więc będzie miejsce na jakieś inne warzywo, może sypnę trochę koperku?

DSC13920k

IMG_4287

AKSAMITKI NAGIETKI NASTURCJE. To bardzo dobre rośliny towarzyszące pomidorom i w ogóle warzywom. Warto je posadzić jeśli nie między pomidorami, to przynajmniej w niedalekiej odległości od nich. Zresztą, warzywnik powinien być pełen aromatycznych kwiatów jednorocznych, które nie dosyć, że dodają uroku, to chronią warzywa przed atakiem mszyc i innych niepożądanych szkodników. Warto znaleźć dla nich miejsce na obrzeżach, w narożnikach grządek, pamiętając o tym, aby nie sadzić ich za blisko warzyw, bo mogą je zdominować i zagłuszyć.

DSC04271DSC04962DSC00832

Pietruszka

DSC00689

PIETRUSZKA. Jak co roku o tej porze przychodzi czas na najwcześniejsze wysiewy. I ten, kto nie wysiał w zimie, będzie siał teraz, bo obok marchewki, to jedno z najwcześniej wysiewanych warzyw.

Analizuję moje notatki i nasuwają mi się różne wnioski. Na przykład, wiele razy miałam problem z pietruszką korzeniową i nadal bywa, że pietruszka wschodzi marnie. Jednakże teraz jest zdecydowanie lepiej niż kiedyś. Nauczyłam się :) Pietruszka to temat trudny, chyba nie tylko dla mnie. Ale jest kilka informacji, których poznanie, oraz zasad, których przestrzeganie, pomoże Wam cieszyć się swoją własną pietruszką.

Pietruszka wschodzi długo, bo dopiero po 2- 4 tygodniach, szczególnie gdy jest sucho. Dwa lata temu zaczęła wschodzić dopiero po 6 tygodniach, a gdy straciłam cierpliwość i posadziłam na tej grządce pomidory, to niektóre jeszcze powychodziły.

DSC00690

Nasiona pietruszki kiełkują już w temperaturze +2 stopni, a więc warto ją wysiać jak najwcześniej albo wręcz w zimie, aby wzeszła wiosną. Młode siewki nie boją się przymrozków. Kiedyś przymroziło -10 stopni i maluchy pietruszkowe spokojnie to przetrwały. Teraz, w dwie ostatnie noce było prawie -7, a sieweczki (tak, już są!) zupełnie bez przykrycia, mają się dobrze.

Zdjęcia z 24 marca 2020 r.

IMG_3890 IMG_3889

Świeżość nasion jest niezwykle ważna, ale niestety to się wie dopiero, gdy się wysieje. Producenci podają bardzo długie terminy przydatności, ale pietruszka zachowuje pełną zdolność kiełkowania przez dwa, maksymalnie trzy lata. Jeśli więc nasiona, które zamierzacie kupić mają tylko rok do końca ważności, nie kupujcie ich.

Pietruszka korzeniowa nie znosi przesadzania, tylko naciowa spokojnie sobie z tym radzi. Podobnie jak z uprawą w doniczkach. Można z powodzeniem uprawiać naciową, ale korzeniowa będzie raczej biedowała, a nie rosła. No chyba, że będą to duże donice/skrzynie, w których będzie wilgotno, to jest szansa powodzenia.

Jeśli decydujecie się na wysiew pietruszki otoczkowanej lub na taśmach, musicie podwójnie zadbać o wilgotność gleby. Zrobić rowki co 25-40 cm, porządnie nasączyć je wodą. Podlać, zaczekać aż się wchłonie i znów podlać, poczekać aż się wchłonie i tak ze trzy razy. Dopiero na dobrze nasączoną ziemię wysiać pietruszkę. Zadbać o to, aby nad nasionkami nie było więcej niż 1, no maksymalnie 2 cm ziemi. Zbyt głęboki siew opóźnia wschody, a czasem znacząco zmniejsza liczbę siewek. Podobnie jak z marchewką, można samodzielnie zrobić taśmy z pietruszką. Warto dać nieco więcej nasion, bo pietruszka jednak gorzej wschodzi niż marchewka.

DSC08649 DSC08648k

Aby zaznaczyć rzędy nie mieszajcie nasion rzodkiewki i pietruszki tylko najpierw posiejcie pietruszkę i dopiero na to wrzućcie po JEDNYM nasionku co 10-15 cm. Rosnąca rzodkiewka spulchnia ziemię, co bardzo lubi pietruszka, lepiej wtedy wschodzi. No i chwaściory można powyrywać, żeby nie zagłuszyły pietruszki, jak już zdecyduje się wyjść. Do wsiewek używam rzodkiewki w odmianie Opolanka. Bardzo szybko rośnie, ma wąskie podłużne zgrubienia, więc się za bardzo nie rozpycha między pietruszkami i (co bardzo ważne) ma drobne listki, które nie zacienią malutkich siewek pietruszki.

DSC08423

Posiejcie też jeden rządek pietruszki naciowej, najlepiej blisko wejścia do warzywnika, żeby można było szybko wskoczyć i uskubać tego zielonego cuda. Bo zielona pietruszka jest niezwykle zdrowa, co wiedzą mądre kobiety i karmią nią swoich mężczyzn, no i dzieci również.

Wracając do pietruszki naciowej ja preferuję odmianę Gigante d`Italia. Jest bardzo aromatyczna, rośnie bujnie na tyle, że jeden rządek 1,5 m wystarcza dla dwóch osób. Wcześnie przyrasta wiosną, a stosunkowo późno kwitnie. Zwykle jest tak, że nowa zdąży urosnąć, gdy ubiegłoroczną trzeba wyrwać.

Tutaj jeden rządek na brzegu grządki z pomidorami.

DSC00121

Zostawiam kilka ubiegłorocznych pietruszek i pozwalam im zakwitnąć. To stołówka dla bzygowatych. Podobne do osy, ale tylko z koloru. Nie mają żądła, potrafią zawisnąć w powietrzu jak helikopter i są ze trzy razy mniejsze. Ich larwa  jest prawdziwym żarłokiem, w ciągu nocy zjada około 100 mszyc. To jeden z powodów, dla którego mimo, że nie używam środków chemicznych, nie mam problemu z mszycami. 

Pozostawiona pietruszka ma trochę inne baldachy niż koper, a liście w miarę tworzenia kwiatostanu też się zmieniają, są wąskie i mało przypominają pietruszkę, ale wciąż smakują jak pietruszka i można je obrywać. Tutaj kwitnąca pietruszka rośnie między pomidorami.

DSC00535k_LI

Odmiany pietruszki korzeniowej warto mieć dwie. Cukrową, bo to odmiana letnia i szybko nadaje się do wyrywania korzeni i jakąś inną, późną, bo one dobrze zimują w gruncie. Na zimę można ją przykryć słomą albo stroiszem i wykopywać tylko po kilka sztuk, aby była w lodówce i nie wysychała. W tym roku mam trzy odmiany sprawdzone: na najwcześniejszą Cukrowa, późne Ołomuńcka i Osborne, a testuję wczesną Konika.

Dlaczego pietruszka się rozwidla? Powodów może być trzy – zbyt zbita, kamienista ziemia, susza i cecha odmianowa.

Reasumując, co jest potrzebne, aby udała się pietruszka? Kolejno: świeże nasiona, dużo wilgoci, szczególnie w czasie kiełkowania (stąd zimowe wysiewy), raczej chłód niż upał, pulchna ziemia, płytki siew, przerywanie, a w czasach suszy podlewanie.

DSC03260

No i to chyba tyle najważniejszych spraw pietruszkowych. Siejcie, podlewajcie, przerywajcie (co 5 cm jeden korzeń wystarczy) i jedzcie na zdrowie.

DSC08699

Marchewka

IMG_20181111_092528

MARCHEWKA

Aby mieć ją najwcześniej jak to możliwe, jesienią sieję 2-3 rządki, a jeśli nie zdążę w „przyzwoitym” terminie, to czyham na chwilę, gdy ziemia rozmarznie (grudzień, styczeń, luty) i wtedy wsiewam nasiona. Czasem jest tak, że dopiero w marcu mam możliwość posiać marchew, wtedy robię to jak najwcześniej Do zimowego i wczesnowiosennego siewu używam zwykłych nasion i nie staram się ich siać zbyt rzadko.

DSC05194 DSC05332 DSC05333

Przerwanie 2-3 rządków, to nie jest jakaś wielka praca, a część nasion wysianych w zimowym okresie może zgnić albo zniknąć w inny sposób i czasem jest tak, że przerywanie wcale nie jest potrzebne. To nic, że po wysianiu ziemia znów zamarznie i nadal będzie trwała zima, nasionom to nie zaszkodzi. Nasion na taśmie i otoczkowanych używam tylko do wiosennych/letnich wysiewów. Czasem sama robię taśmy. Tnę bibułę na paski, robię klej z mąki i pracowicie nakładam po 2-3 nasionka co ok. 3-5 cm. Gdy wyschną, zwijam i pakuję do opisanych kopert.

DSC08649

Wybieram wśród kilku najwcześniejszych odmian – Amsterdamska, Kamila, Kinga, Naomi. Pęczkowa marchewka, którą można kupić w sklepach wiosną, jest mocno pędzona, co oznacza, że zawiera dużo różnych, niepożądanych substancji, na pewno jest przeazotowana. Dlatego zależy mi, aby mieć tę najwcześniejszą u siebie w warzywniku.

DSC00428

Zdarzyło mi się testować odmianę Pierwszy Zbiór obok Amsterdamskiej i Kingi. Była najpóźniejsza, a smak był tylko poprawny. Tak więc nazwy niekoniecznie są adekwatne.

Ozimą cebulę i czosnek sadzę jesienią w rządki oddalone od siebie o 30-35 cm i kolejną marchewkę wysiewam w międzyrzędzia dojrzewającej cebuli i czosnku. Staram się to zrobić w okolicach Dnia Matki czyli 26 maja. Oczywiście, jeśli znajdę w tym okresie czas.

DSC09083

A po miesiącu wygląda tak:

DSC09633

Najpóźniej zdarzyło mi się siać marchewkę 1 lipca. Urosła wtedy marchewka typu „Baby” malutka, z cieniutką skórką, chrupiąca i soczysta. Mimo, że była mała, to i tak ją wyrwałam, obcięłam nać i ogonki, wstępnie opłukałam z ziemi, zapakowałam w starą powłoczkę na poduszkę i włożyłam do pralki na płukanie bez wirowania. Wyszła z pralki piękna, czysta. Zblanszowałam, schłodziłam, zapakowałam w woreczki i zamroziłam. Była świetna do rosołów, a także jako jarzynka do drugiego dania, z groszkiem lub bez. 

W listopadzie wyglądała tak

IMG_20181111_092539

Do późnowiosennego siewu używam marchewki na taśmach lub otoczkowanych. Robię tak z trzech powodów, a każdy jest równie ważny. Po pierwsze mam tej marchewki całe dwie grządki, a więc na 100% nie znalazłabym czasu (ani ochoty) na to, aby ją przerywać. Robi mi się słabo na samą myśl o tym, że musiałabym te mikromarchewki wyskubywać przez kilka godzin. Po drugie, czasem żyję w takim galopie, że przegapiłabym ten moment przerywania. Ten późny wysiew zmusza do tego, aby marchewka rosła intensywnie, a więc nie może być za gęsto, bo to spowoduje zatrzymanie wzrostu. No i trzeci argument jest decydujący – zapach świeżo wyrwanej marchewki wabi najgroźniejszego szkodnika – połyśnicę marchwiankę. Dlatego też, jeśli wyrywamy marchewkę do jedzenia, to należy zagarnąć ziemię i zasypać dołek, który powstaje po wyrwanej marchewce, aby uniemożliwić połyśnicy dostęp do pozostałych korzeni. Jaja złożone przez nią na wierzchu marchwiowego korzenia mają kolor popiołu, wylęgają się z nich larwy, które wgryzają się wgłąb korzenia. Jeśli obrywamy nać i jednak przerywamy za gęstą marchew, to należy to robić po zachodzie słońca, a wszelkie marchewkowe resztki od razu wynieść na kompost, nie zostawiać w pobliżu grządki.

Po wykopaniu czosnku marchewka nie wyglądała imponująco

DSC07659

Ale już trzy tygodnie później było lepiej

DSC07783

A wśród tych marchewek, które były po prostu poprawne

DSC00739

DSC04854

jednej udało się urosnąć tak

DSC01274

Kolejny zapach, który wabi tego szkodnika, to świeży kompost. Dlatego nie powinno się go wysypywać wiosną na marchewkową grządkę, za to warto marchewkę nawozić biohumusem albo granulowanym obornikiem, ale nie świeżym! Marchewka lubi potas, w który jest bardzo bogaty popiół drzewny. Warto przed siewem posypać grządkę popiołem, to trochę odkwasi i zasili glebę w potrzebne marchewce składniki. Można również zrobić to później.

DSC05202

Dlaczego marchewka się rozwidla? Bo ziemia jest zbyt zwarta, czasem ma w sobie kamienie. Ziemie gliniaste warto rozluźniać, a przed siewem marchwi, pietruszki, przekopywać. Ziemie piaszczyste nie wymagają takiej głębokiej uprawy. Odkąd pamiętam w pobliżu marchewki (najczęściej w narożnikach grządki) sadzę aksamitki, a nagietki zwykle wysiewają się sam. Nie dosyć że ładnie to wygląda, to te „śmierdziuszki” skutecznie odstraszają nicienie i inne szkodniki.

DSC07639 DSC11300DSC04426

Jeśli nie wysialiście marchewki jesienią, zimą i nie planujecie jej wsiewać między cebulę i czosnek, a chcecie zwyczajnie wysiać ją wiosną? Zaplanujcie swoje zasiewy tak, aby rządek marchewki przeplatał się z rządkiem cebuli, szalotki lub czosnku wiosennego albo porów. Małą grządkę można podzielić na połowę i posiać kilka rządków marchewki, a obok kilka rządków jakiejś rośliny cebulowej. Będą się wzajemnie chroniły przed szkodnikami.

DSC13870

DSC03139

Jeśli macie popiół (z kominka, w którym pali się drewnem lub z grilla z węgla drzewnego) rozsypcie go na powierzchni grządki, zróbcie rowki co 25 cm i powoli nalejcie w nie wody, aby ziemia porządnie nasiąkła. Wysiejcie nasiona marchewki, a później wrzućcie co 10-15 cm pojedyncze nasiona rzodkiewki, aby zaznaczyć rzędy i umożliwić ewentualne wyplewienie, jeśli grządka byłaby bardzo zachwaszczona. Wybierzcie odmiany rzodkiewki, które nie tworzą zbyt bujnych liści. Dobra jest odmiana Opolanka, szybko rośnie i nie zagłusza marchewki. Swoje zasiewy przykryjcie cienką, nie grubszą niż 1 cm, warstwą ziemi. I już, możecie czekać na wschody rzodkiewki, a później wypatrywać marchewki. Powodzenia :)

IMG_20181111_092528

Bób, bobik, bobuś

DSC00124

Bób, bobik, bobuś. Uwielbiany przez nas, jemy go przez cały rok. W sezonie świeży, a na zimę zamrażamy zwykle ok. 10 kg. Blanszowany, schłodzony, osuszony i popakowany w pół kilogramowe woreczki systematycznie znika z zamrażarki.

DSC02036

Bób z rozsady można robić już na przełomie lutego i marca. Do doniczek 7x7cm daję 2-3 skiełkowane albo tylko namoczone, nasiona. Gdy pojawi się na wierzchu, wynoszę do chłodniejszego i jak najwidniejszego pomieszczenia. Czekam aż dorośnie do ok. 10-15 cm i wysadzam do rowków, w odległości ok. 10-15 cm. Roślin nie rozdzielam, sadzę tak, jak rosły w doniczkach.

DSC02037 DSC08880

Zauważyłam, że kępki bobu złożone z 2-3 roślin lepiej się trzymają, podpierają się wzajemnie. Często bób jest u mnie obwódką dla ogórków. Stwarza dobry mikroklimat, osłania przed wiatrem.

DSC00421

Obok groszku, pasternaku, marchewki, rzodkiewki i pietruszki, bób jest w grupie warzyw wysiewanych do gruntu jako pierwsze. Jak tylko będziecie mogli wyjść na dwór, to warto te warzywa jak najszybciej posiać. Nie boją się przymrozków. Zdarzyło mi się nie przykryć groszku i bobu przy -5 stopni. Troszkę zwarzyło im liście, ale szybko się pozbierały i dobrze rosły.

Bób. Wiadomo, że zdrowy, a dla tych którzy lubią, wiadomo że pyszny. Aby jak najszybciej się nim cieszyć i uciec przed mszycami, które uwielbiają młode czubki bobu, trzeba go posiać jak najwcześniej.

Ale najpierw o odmianach. Proszę pamiętać, że jest to całkowicie subiektywna analiza odmian. Wysiewałam ich kilkanaście i dla mnie najlepsze pod względem smaku, odporności na choroby, plenności okazały się wczesne odmiany – Bonzo, Dragon, Kasjer, Bartom. Jako późniejszy wybieram Jankiel Biały i Karmazyn. Ten drugi ma piękne różowe nasiona i obydwa są niezwykle smaczne. To bardzo stare odmiany ustalone, więc można zbierać nasiona. Aby maksymalnie szybko jeść własny bób, nasiona wczesnej odmiany moczę i robię sadzonki.

Karmazyn sieję bez moczenia, bo chcę mieć długą przerwę między pierwszym, a drugim zbiorem. Próbowałam też innych odmian, o wielkich ziarnach jak np. Topbob, Figaro, Bizon, ale jak dla mnie są zdecydowanie mniej aromatyczne. Wydaje mi się, że to odmiany dla producentów, gdzie ważna jest waga i równomierne dojrzewanie. Dla mnie najważniejszy jest smak.

W tym roku bób będzie rósł razem z nowo posadzonymi malinami. Zanim się rozrosną, w tym roku jest jeszcze dużo miejsca i bób się zmieści. Później go zetnę i zostawię korzenie z brodawkami azotu, który bób wyłapał.

I ciekawostka – dopiero, gdy posadziłam bób w szklarni, poczułam jak pięknie pachną jego kwiaty i jak uwielbiają go trzmiele. W osłoniętej przestrzeni szklarni powietrze aż drżało od ich buczenia.

DSC09414

Siejcie bób, choćby jeden rządek. Ten własny smakuje zdecydowanie lepiej niż ten ze sklepu. Udaje się zarówno w szklarni jak i w odkrytym gruncie.

DSC07111        DSC00124Powodzenia :)

Wysiewy wczesnowiosenne

DSC05592

 

Dereń jadalny

Dereń jadalny

Nie da się ukryć, że na świecie zapanowała wiosna. A więc trzeba otrzepać piórka i wrócić do życia. Dni są wyraźnie dłuższe, ptaki słychać częściej i śpiewają coraz piękniej. A na parapetach i na ciepłych podłogach łazienek zaczyna brakować miejsca.

Łazienka wiosną :)

Łazienka wiosną :)

Część wysiewów zrobiłam już w lutym, ale to brak zimy sprawił, że bardzo się pospieszyłam. Bo to teraz, w marcu jest na to dobry czas.

Siewki cebuli Globo, Rawskiej, Supra i pora Starozagórskiego

Siewki cebuli Globo, Rawskiej, Supra i pora Starozagórskiego

Siewki wielu odmian papryki

Siewki wielu odmian papryki

Wczesnowiosenne wysiewy doświetlaneD

Wczesnowiosenne wysiewy doświetlane

Kiełkowanie ziemniaków "Denar"

Kiełkowanie ziemniaków „Denar”

Te najwcześniejsze wysiewy należałoby podzielić na trzy grupy:

– wysiewane w domu i jak najszybciej wynoszone do chłodniejszego i bardzo jasnego miejsca.

To rośliny, które nie boją się chłodu, ale przed przymrozkami trzeba je wnieść do domu lub przynajmniej przykryć białą włókniną.

Sałata, cebula, pory, kalarepa, wczesna kapusta, bób. W tym roku posiałam troszkę groszku do wielodoniczek, postawiłam w szklarni i zaczyna już kiełkować. Będzie taki najwcześniejszy.

Kiełkujący groszek

Sałata

Sałata

Kapusta Ditmarsker bardzo młoda sadzonka

Kapusta Ditmarsker bardzo młoda sadzonka

– wysiewane w domu i trzymane nadal w cieple w bardzo jasnym lub doświetlanym miejscu. To warzywa, które mają bardzo długi czas wzrostu i dojrzewania. Pierwsza papryka, następnie selery, pomidory.

Kiełkujące selery

Kiełkujące selery

– wysiewane w ogrodzie. Jest całkiem spora grupa warzyw, które nie boją się, a wręcz lubią, chłód. Jeśli ziemia na grządkach jest rozmarznięta można posiać bób, groch, pietruszkę, pasternak, marchewkę, rzodkiewkę, rzodkiew, rzepę, brukiew, skorzonerę, mizunę, szpinak. One mają bardzo niskie temperatury kiełkowania. Jeśli nie posiejemy szpinaku w marcu, to później posiejmy już tylko szpinak nowozelandzki, bo małe szanse, aby ten normalny, się udał. Jeśli co roku oglądacie tylko kwiaty szpinaku, to prawdopodobnie siejecie go, gdy jest za gorąco i za sucho. Mój eksperyment z zimowym wysiewem szpinaku udał się, bo pierwsze siewki już na wierzchu. Teraz tylko trochę ciepła i będą pierwsze plony.

Siewki szpinaku "Olbrzym Zimowy"

Siewki szpinaku „Olbrzym Zimowy”

Przed nami weekend. Ja zacznę wiosenne siewy bezpośrednio do ziemi. Już się cieszę na ten czas. A w ogrodzie pięknie, kolorowo.

Przebiśniegi

Przebiśniegi

Roszponka

Roszponka

Zimowy czosnek 5 marca

Zimowy czosnek 5 marca

Szczypiorek 5 marca

Szczypiorek 5 marca

Krokusy żółte

Krokusy żółte

Irysy Katharine Hodgkin

Irysy Katharine Hodgkin

 

Wrzosiec

Wrzosiec

Święta, święta…

Święta, święta i… dzisiaj ostatni dzień, a więc jeszcze zdążę z życzeniami. Ograniczę się do życzeń zdrowia, bo po realnym kontakcie ze szpitalną rzeczywistością, bardzo dotkliwie uświadomiłam sobie, że bez niego, nie ma nic. A jak zdrowie jest, to reszta albo sama do nas przyjdzie i będzie nas cieszyła albo zrobimy wszystko – zaplanujemy, a potem zrealizujemy, żeby doprowadzić do realizacji. Bez zdrowia, nie chce się planować i nie ma się ochoty ani siły na realizację. No i tak to… a więc zdrowia.

Święta to taki dziwny czas. To jedyne święta, które naprawdę lubię. Jeden z powodów jest taki, że nie ma za bardzo pracy w ogrodzie i bez chęci rozerwania się na części między domem, ogrodem, a pracą zawodową, można się rzucić w wir gotowania, strojenia, uładzania tego, na co w sezonie rycia ziemnego czasu brakuje albo jest go szkoda na trywialne szorowanie szafek kuchennych itp. Ogród śpi, a ja doczyściłam młynek do przypraw. Mam taki drewniany, z szufladką.

DSC08746

Poza tym, niewiele poszalałam. Ale nie czuję niedosytu. Chodzenie o kulach nie zachęca do polerowania, szorowania itp. Lata życia, które mam za sobą pokazały, że jest parę ważniejszych spraw niż lśniące okna. Czy widzieliście jak pięknie może wyglądać zimowa łąka?

DSC08777 DSC08772 DSC08769 DSC08767

Pochodzę ze zwyczajnego domu, gdzie już na 2-3 tygodnie przed Wigilią zaczynał się sezon „na święta trzeba…musimy…powinniśmy”. Woda zamarzała na szybach, ale okna musiały lśnić, mimo że krótkie dni nie pozwalały zbyt długo oglądać ich blasku. I w sumie… nawet by mi to nie przeszkadzało, gdyby nie to, że było w tej pracy dużo pośpiechu, złości, niezadowolenia, że znów się z czymś nie zdąży. I to „niezdążenie” było takie strasznie ważne. Nasze matki przekazały nam chyba w genach, że święta oznaczają gigantyczną „spinkę”. W domu, który stworzyłam, oczywiście też przygotowywaliśmy się do świąt, ale robiłam wszystko, aby uniknąć przedświątecznej nerwówki. Bo pamiętałam jak bardzo odbierało mi to radość w moim rodzinnym domu. A chciałam, aby święta były dla nas przede wszystkim radością. Dlatego, gdy moja synowa powiedziała, że po raz pierwszy przeżyła Wigilię bez „spinki”, to był dla mnie najpiękniejszy prezent podchoinkowy. Nie wiem ile jest w tym mojej zasługi. Może nie ma jej wcale. Ważne, że dzieci nie zapamiętają czasu około świątecznego jako jednego wielkiego pasma nerwowej pracy, poganiania, pośpiechu.

 DSC08738 DSC08756 DSC08757 DSC08764

Święta Bożego Narodzenia to jedyny czas, gdy nie przeszkadza mi kicz. To taki czas, gdy wszystko świeci, błyszczy i tak ma być.

DSC08755 DSC08749

DSC08774 DSC08790 DSC08792

Mają też święta tę moc, która sprawia, że kontaktujemy się z ludźmi dawno nie widzianymi, nie słyszanymi, z którymi popadliśmy w konflikt. I choć nie zawsze pamiętamy o co chodziło, to czasem udaje się powrócić do siebie. Ale nie zawsze. Bo magia świąt nie zawsze ma aż taką moc. Czasem trzeba po prostu czasu. I choć nie zawsze jest nam dane mieć go tyle, aby zdążyć, to trzeba się z tym pogodzić i żyć. Bo chyba nie ma nic gorszego niż spędzanie z kimś nielubianym świąt, bo „tak trzeba”, bo „tak wypada”. Wiem, że czasem naprawdę „tak trzeba”, ale w większości przypadków jednak nie. To my sami nakładamy na siebie takie przymusy. A później okazuje się, że nie dosyć, że nikogo nie uszczęśliwiliśmy, to sami zepsuliśmy sobie świąteczny czas. Czasem zazdroszczę zwierzakom, bo one nic nie muszą, a za to jak potrafią się cieszyć!

DSC08784 DSC08783 DSC08782DSC08766

Lubię też, gdy święta się kończą, bo to oznacza powrót do normalności. Do coraz dłuższych dni, do światła, do wiosny. Bo „na Nowy Rok przybywa dnia na barani skok, a na Boże Narodzenie na dziecięcia stąpienie.” I każdego dnia będziemy się zbliżali do tego czasu, gdy świat zacznie się otwierać i rodzić na nowo.Mimo zimowego uśpienia, rośliny są już pełne gotowości. Forsycje wyraźnie pokazują kwiatowe pąki, magnolie obsypane obietnicą kwiatów, wrzośce powoli się wybarwiają.

DSC08763 DSC08761 DSC08758 DSC08791 DSC08794 DSC08789

Sobie i Państwu życzę, aby to oczekiwanie było przyjemne. Wypełnione ulubionymi lekturami, planowaniem i wszystkimi tymi zajęciami, które sprawiają radość, bo jej w naszym życiu nigdy nie jest za dużo. Pozdrawiam.

Jesienne warzywa

Jesień tego roku jest łaskawa dla warzyw. Niektóre, posiane jako poplon,zdążyły dorosnąć i za parę dni będą się nadawały do zjedzenia. Nieco gorzkawa, ale lubiana przeze mnie, cykoria włoska zwana radicchio. Nie tylko smaczna, soczysta, ale też jaka piękna.
DSC08693 DSC08694

Jarmuż, posadzony w lipcu wyglądał tak…
DSC07785

… delikatnie mówiąc nie był zbyt ładny, a mówiąc wprost, był bardzo lichy i słabowity. Ale kilka miesięcy zrobiło z niego całkiem dorodnego młodzieńca.
DSC08692

Nie pamiętam kiedy ostatnio było tak długo ciepło. Owszem zdarzały się ciepłe zimy, ale zawsze poprzedzone kilkoma przymrozkami. Czasem już w pierwszej dekadzie września znikały z rabat aksamitki, begonie, dalie, a wraz z nimi żegnałam się ze świeżym koperkiem. W tym roku koperek cały czas wytwarza nowe gałązki…
DSC08696

… mimo końca listopada w ogrodzie jest całkiem sporo kwiatów. Oczywiście róże, aster gawędka, nagietki, rudbekie dwubarwne. A z jednorocznych zdumiewające sunwitalie, lobelie, begonie wieczniekwitnące, które naprawdę zasługują na tę nazwę.
DSC08722DSC08721DSC08720DSC08717DSC08711DSC08707DSC08706DSC08703DSC08689

Nasturcje mają się jeszcze całkiem nieźle, a dalie ścięłam tylko dlatego, że z powodu perspektywy bliskiego kontaktu z NFZ, musiałam je już wykopać.
DSC08600DSC08641

A jeszcze niedawno uskubałam trochę szpinaku nowozelandzkiego do zupy jarzynowej.
DSC08697

No pewnie, że nie są to takie zbiory jak w środku lata, ale w obliczu usypiającej przyrody, tym bardziej cieszą.

Oprócz takich niespodzianek jak wciąż zielony koperek czy rosnący szpinak nowozelandzki, przyszedł czas na „normalne zbiory”.
Skorzonera. Ostatnio stała się modna, a w moim ogrodzie nigdy modna być nie przestała. Ponad 30 lat temu uprawiał ją mój Tatko i od tamtego czasu, z pewnymi przerwami, jest wciąż obecna.

Tutaj jeszcze drzemie w ziemi, tylko rzodkiewki, jako roślina znacznikowa już są obecne. To dopiero marzec, wszystko co najlepsze – przed nami.
DSC06286

W maju rzodkiewki już prawie gotowe do jedzenia. Gdy wyrwiemy te dwie rumiane ślicznotki po obu ich stronach pozostaną maleńkie szable skorzonery. Jeszcze mikrusy, ale bez problemu można je odróżnić od chwastów.
DSC06692

Czerwiec. Skorzonera nie powschodziła najlepiej, zostało sporo pustych miejsc. Wypełniłam je kalarepką, która spokojnie dorosła zanim skorzonera potrzebowała więcej miejsca.
DSC07329

Lipiec. Zaczyna być konkretną rośliną, ale jeszcze kilka miesięcy rośnięcia przed nią.
DSC07788DSC07794

W lipcu w ogrodzie życie trwa w pełnym wymiarze, co oznacza zbiory, ale nie tylko.

DSC07657DSC07802DSC07800DSC07809DSC07790DSC07804DSC07803

… bo na rabatach kwiatowych – pełnia życia. Kupione w PomiDorce i posadzone wczesną wiosną sadzonki bylin i cebule, najpierw wyszły z ziemi, a później pokazały co potrafią. Będzie przesadzanie w przyszłym roku!
DSC07787DSC07775DSC07772DSC07771DSC07770DSC07769DSC07768DSC07767DSC07766DSC07765DSC07743DSC07712DSC07693DSC07667DSC07652DSC07649

No ale wróćmy do listopada i do skorzonery.
DSC08691
Urosła bardzo dorodna. Tak piękna, że nie spodziewając się tego, kilka pierwszych pękło mi w połowie. Później zmieniłam sposób wydobywania i wychodziła prawie w całości.
DSC08679DSC08678

Uzbrojona w rękawiczki zabrałam się za obieranie. Na zdjęciu troszkę widać „mleczko” które wydobywa się z niej przy każdym zranieniu skórki. Dlatego warto robić to w rękawiczkach, aby uniknąć późniejszego szorowania dłoni. Wodę, do której wrzucałam obrane korzonki, zakwasiłam domowym octem jabłkowym.
DSC08682DSC08684

Przepisów na przyrządzenie skorzonery są dziesiątki. Może być daniem głównym, tak jak u mnie, ale świetnie pasuje jako dodatek do ryb, drobiu i innych mięs. Pozostaje wybrać jakiś, który wydaje nam się najodpowiedniejszy i delektować się bardzo ciekawym smakiem. I to jeden z nie aż tak bardzo licznych przypadków, gdy to co smaczne, jest zdrowe :)
DSC08729

PS Trzymajcie kciuki, to był mój pierwszy wpis na blogu :)
Taki urodzinowy prezencik sobie zrobiłam… na osiemnastkę… na wiek Chrystusowy i na dwulecie… razem do kupy :)