RADOSNE OGRODNICTWO część II

Kontynuując temat radosnego ogrodnictwa rozwinę wątek związany ze ściółkowaniem, które w dużym stopniu rozwiązuje problem przesuszenia i zachwaszczenia. A eliminacja tych problemów, zbliża nas do pogłębienia radości z ogrodowania. No bo naprawdę trudno się cieszyć, gdy chwasty zarastają grządki, a palące słońce zmusza do codziennego podlewania. Im więcej podlewamy, tym mocniej nam zarasta. Dlatego, aby się cieszyć, trzeba ściółkować.

Ale jak to ze wszystkim w życiu jest, oprócz plusów związanych ze ściółkowaniem słomą, dla równowagi, są też minusy. Jednym z najuciążliwszych minusów są ślimaki. Jak sobie z nimi poradzić?

Nie używam cudownych, niebieskich granulek, bo to straszna trucizna. Nie żal mi ślimaków, ale tych stworzeń, które mogą się zatruć przy okazji. U mnie w ogrodzie jest bardzo dużo ptaków, żab, jaszczurek, trafiają się jeże, zaskrońce, mam trzy psy i kota. Całe to stado jest narażone na zatrucie. Co więc zrobić?

Absolutnie najważniejszy jest czas, a więc to, że nie możemy czekać, aż się rozmnożą. Dlatego równocześnie z pierwszymi wysiewami, już od początku marca, zaczynamy obserwację miejscowej populacji ślimaków. One na początku działają z ukrycia, coś tam delikatnie podgryzając i nie ujawniając za bardzo swojej obecności. Gdy zaczniemy działać dopiero wtedy, gdy wyraźnie będzie widać szkody, to walka będzie trudna.

Wczesną wiosną trzeba rozpocząć obserwację ślimaków i wyłapać te pierwsze, które są początkiem problemów.

Aby je wykryć jak najwcześniej, rozkładamy w wielu miejscach w ogrodzie na ścieżkach, gdzieś na uboczu, małe deseczki, przekrojone ziemniaki i jak najczęściej pod nie zaglądamy. Gdy pojawi się pierwszy ślimak zwiadowca, rozpoczynamy systematyczną akcję usuwania ich z naszego ogrodu. Jestem w tym dość bezwzględna. Ślimaki w skorupkach wyrzucam poza ogród, a nagie bezlitośnie przecinam długimi nożyczkami na pół i zostawiam jako wabik na ich współplemieńców. Są kanibalami, nie mam dla nich litości. Wychodzę na polowanie wcześnie rano i po zachodzie słońca. Po armagedonie w 2014 roku, przez kolejny rok zdarzało mi się zwiedzać mój ogród z latarką i wyłapywać rude żarłoczne pomrowiki. Z czasem było ich coraz mniej.

Gdy przegapicie wiosenne rozmnażanie ślimaków i okaże się, że macie ich ilości hurtowe, to skuteczne są pułapki piwne. Puszki po groszku, kukurydzy (mają ostry brzeg) wypełniamy do połowy piwem i zakopujemy w ziemi równo z brzegiem naczynia. Ślimaki piwosze po słodkim pijaństwie giną utopione w piwie. Jeśli inwazja jest szczególnie duża, lepiej użyć starych garnków, wiaderek itp., aby całe ślimacze towarzystwo się zmieściło.

Wczesnowiosenna profilaktyka tak bardzo zmniejsza populację ślimaków, że nie są wielkim problemem. W moim ogrodzie jest ich tyle, że wystarcza dla żywiących się nimi ptaków, a nie unicestwiają całych roślin. No ale trzeba być czujnym. Spróbujcie, to naprawdę działa.

Szkoda, że koty nie jedzą ślimaków…

RADOSNE OGRODNICTWO część I

Hygge – duńskie słowo oznaczające podejście do życia, które daje wewnętrzne szczęście. Modne od kilku lat, na fali dobrze przeprowadzonej kampanii reklamowej książki „Hygge. Duńska sztuka szczęścia”, stłumione trochę przez pandemię. Czy to przypadek, że nie ma odpowiednika w języku polskim? Czy ogrodowanie może być sposobem na osiągnięcie codziennego szczęścia? Prostego, czystego uczucia bez podtekstów, manipulacji, udawania?

Wiele osób porzuca uprawianie warzyw lub wręcz nawet nie zaczyna tego robić, w obawie przed nadmiarem pracy i czasu, który trzeba będzie temu poświęcić.

Chcę Wam pokazać co i jak zrobić, aby uprawianie warzyw uczynić radosnym. Jakie zastosować metody, aby pracy było mniej, aby była lżejsza i możliwa do wykonania nawet, gdy wracamy do domu bardzo zmęczeni. Jakie kwiaty wprowadzić do warzywnika, aby był nie tylko użyteczny, ale i piękny.

Urabianie się w pocie czoła nie jest moim ulubionym sposobem spędzania wolnego czasu. I mimo że lubię prace ogrodowe, to gdy jest ich zbyt dużo, ich nadmiar mnie przytłacza.. Nie lubię umartwiania się, że chwasty, że zarośnięte itp. Jestem zwolenniczką radosnego ogrodnictwa. Bo oprócz radości jedzenia pysznych warzyw, lubię też cieszyć się tym, co robię. Nauczyłam się tak prowadzić swój ogród, aby był głównie radością.

Na szczęście jest trochę łatwych sposobów na to, aby sobie poradzić z chwastami, z suszą, z niepożądanymi owadami i ślimakami. Nie dzieje się to od razu, ale w perspektywie kilku lat, można ustalić równowagę. W ogrodzie cudowne jest to, że co roku mamy nowe rozdanie i wciąż nową szansę na poprawę.

Wiosną każdego roku najważniejszy jest start i czynności, których terminowe wykonanie zapewnia dobry stan naszego warzywnika na resztę sezonu. Przekonałam się o tym w 2014 roku, gdy pominęłam wiosenną profilaktykę ślimakową. W sierpniu zakończyłam uprawy tamtego, ślimakowego roku. Oprócz warzyw, pozbyłam się kolekcji kilkudziesięciu dalii.

Ściółkowanie, to najważniejsza czynność prowadząca do tego, aby uczynić ogrodowanie radosnym. Zapominamy o gracowaniu, hakaniu po każdym deszczu czy podlewaniu, robimy to tylko raz, na początku sezonu. Kupujemy kilka kostek słomy i zaczynamy jej używać.

Wiosna, początek upraw, to jedyny moment, którego nie możemy odpuścić i nie za bardzo możemy opóźnić. Od tego zależy cały sezon.

Cykl uprawy ze ściółkowaniem u mnie wygląda tak: przygotowujemy ziemię, wyrównujemy, robimy rowki, wysiewamy.

Rośliny wschodzą i jeśli mamy w ziemi bardzo dużo nasion chwastów, to one wschodzą równo, a czasem szybciej niż posiane warzywo. Dlatego tak często piszę o rzodkiewce jako znaczniku rzędów, do których trzeba wrzucić po jednym (nie więcej!) nasionku co 10-15 cm, aby wiedzieć, gdzie te rzędy są. Staramy się to zrobić naprawdę precyzyjnie, aby bezpiecznie poruszać się w międzyrzędziach.

Rzodkiewka wschodzi jako pierwsza i pokazuje, gdzie wzejdą rośliny, które potrzebują więcej czasu. Zanim one się pojawią, najlepiej w bardzo słoneczny dzień, poruszamy międzyrzędzia, aby zniszczyć drobne chwasty. Jak je poprzewracamy, słońce wykona resztę pracy. Wysuszy ich delikatne korzonki i zniszczy niepożądane rośliny. Gdy to już się stanie, ruszamy ze słomą. Układamy ją w międzyrzędziach, zakrywając „gołą” ziemię, a pozostawiając odkryte tylko rządki, w których już widać rzodkiewkę.

Cień, który daje słoma znacząco ogranicza kiełkowanie chwastów, a jeśli nawet jakiemuś uda się urosnąć, to jest tak słabo ukorzeniony, że aby go wyrwać, wystarczy przemieszać słomę ręką. Oprócz ochrony przed chwastami słoma ogranicza parowanie i zmniejsza potrzebę podlewania.

W następnej części „Radosnego ogrodnictwa” napiszę o tym jak sobie radzić z niemile widzianymi gośćmi – ślimakami. Ich obecność często jest związana ze ściółkowaniem. Napiszę również o tym, co można zrobić oprócz ściółkowania, aby plewienie stało się w naszym ogrodzie prawdziwą rzadkością. Napiszę też trochę o tym jak osiągnęłam równowagę, która pozwoliła mi zaprzestać używania środków owadobójczych. Dobrego dnia 🙂

Odmiany warzyw część VII. Pomidory.

To już siódma i ostatnia część poradnika odmianowego.Od kilku dni zastanawiam się jakie wybrać odmiany pomidorów, których nasiona są dostępne w sklepach lub w sieci. Czy te, które mi najbardziej smakują? A może te, które są najłatwiejsze? Najplenniejsze? Najładniejsze? Postaram się, na ile to możliwe, pogodzić to wszystko. Co roku uprawiam kilkadziesiąt odmian pomidorów i wyszukuję takie, z którymi radzą sobie początkujący czyli są w miarę łatwe w uprawie, są smaczne, plenne i mają cienką skórkę. Bardzo nie lubię pomidorów z grubą skórą. Postaram ograniczyć się do 20 odmian i o każdej krótko coś napisać.

Zacznę od „malinówek”. Oprócz tradycyjnych malinówek, które uprawiam od „zawsze”, a nasiona corocznie zbieram i nie mogę powiedzieć jaka to konkretnie odmiana, uprawiam też kilka innych malinówek. Od tradycyjnych różnią się smakiem, kształtem, przeznaczeniem.

KALMAN owoc podłużny i zaskakująco słodki. Jest nieco późniejszy niż klasyczny malinowy, ale też owocuje dłużej. Dla uprawy amatorskiej atutem jest to, że wszystkie owoce nie dojrzewają równocześnie i dzięki temu można się nim cieszyć dłużej. Skórka jest tak cieniutka, że trudno ją ściągnąć, jeśli ktoś koniecznie by chciał. Wysoki krzak jest dosyć wiotki, ale silny i zdrowy. Nadaje się na przetwory, nieźle wychodzi suszony.

KOSOVO – owoc podobny do „bawolego serca”, nieco bardziej wydłużony. Stosunkowo wczesny jak na malinówkę. Owoc mięsisty, nieco bardziej suchy niż klasyczna malinówka, zawiera mało nasion, skórkę ma cieniutką, podobnie jak Kalman.

Najliczniejsza grupa, to pomidory czerwone.

BANAN KRASNYJ – czerwony, podłużny, niewielki pomidor. Dosyć wcześnie zaczyna owocować i jeśli nie zmoże go choroba, to produkuje owoce aż do października. Ładne, soczyste owoce rosną w dużych gronach. Można go uprawiać w donicach. Krzaki mają dosyć wiotkie i nie za mocno ulistnione.

COUSTRALEE – czerwony, ogromny pomidor typu befsztyk. I nie ma w tym ani grama przesady, bo pozyskanie nasion z tego pomidora, to prawdziwe wyzwanie, jest w nim samo mięso. Gdy zimą zdarza mi się marzyć o pomidorach, to wyobrażam sobie, że wgryzam się w niego, aż do środka. To taka esencja pomidorowości. Każe na siebie dosyć długo czekać, ale za to jako jeden z ostatnich kończy owocowanie.

OPALKA – czerwony, podłużny, ale nie taki owalny jak Banan krasnyj, nieco większy, kształtem przypomina paprykę. Czasem nazywany bycze lub bawole rogi albo paprykowy. Stara odmiana, która do osiągnięcia świetnego smaku wymaga pełnej dojrzałości, piętka nie może być zielona. Nie należy się obawiać, że dojrzewając zrobi się za miękki. Ładnie wybarwia się aż do samej piętki, a miąższ pozostaje jędrny. Ładnie obiera się ze skórki. Gdy jest mocno dojrzały, nie trzeba go nawet sparzać. Wysoki krzak jest dosyć wiotki, ale silny i zdrowy. Nadaje się na przetwory, bardzo długo owocuje i całkowicie dojrzały jest bardzo smaczny. Doskonały na przetwory, bije na głowę San Marzano, który może i na przetwory się nadaje, ale do jedzenia na surowo, jest po prostu niesmaczny.

OR PERA D`ABRUZZO – Czerwony, w kształcie sakiewki, owoce bardzo wyrównane, prawie wszystkie ważą od 250-300 g. Bardzo smaczne, dobrze się przechowują. I jest to wyjątkowo urodziwy pomidor, pięknie błyszczący. W przeciwieństwie do innych sakiewek jest soczysty i praktycznie nie występują w nim puste komory.

SUNSET`S RED HORIZON – czerwony, pyszny, mięsisty, z cieniutką skórką. Owoce nieco mniejsze niż Coustralee, a więc bardziej podzielne, smak równie wyśmienity. A jak na taką wielkość, to bardzo plenny. Dojrzewa wcześniej niż Coustralee. To pomidor z charakterem, takie pamiętam z rodzinnego domu. Doskonale wyważony, słodki z odpowiednią nutką kwaśnego posmaku. Idealny.

I kolej na czarne pomidory.

BLACK FROM TULA – bordowe/czarne, średniej wielkości, niezwykle plenne i smaczne pomidory. W ubiegłym roku dojrzał w gruncie jako pierwszy.

CAROL CHYCO`S – Ogromne owoce i co niezwykłe dla tej wielkości, jest ich dużo. Wymaga naprawdę solidnych podpór, spiralne, metalowe tyczki przeznaczcie dla Opalki, Kalmana albo Banana Krasnego, dla Karola się nie nadają. Wielkie owoce są niezwykle pyszne, a skórka cieniutka. Nic się z nim nie działo, nie robił żadnych kłopotów poza tym, że z powodu ciężaru, trudno było go podwiązać.

Uwielbiane przeze mnie pomarańczowe pomidory, wciąż testuję nowe odmiany, bo ciągle mi za mało. W tym roku, dzięki pomidorowemu maniakowi Pawłowi Kumorowi znów przetestuję kilka nowych pomarańczowych i żółtych. Dzięki Paweł!

AMANA ORANGE – pomarańczowy, wielki, mięsisty pomidor. Od wielu lat znajduje się na pierwszym miejscu. Jej miąższ w konsystencji jest podobny do malinówki, cienka skórka,owocowy aromat. No i smak – po prostu doskonały. Ma tylko jedną wadę – nie jest zbyt plenny.

HAZEL MAE – żółty z pięknym czerwonym słoneczkiem, w literaturze określany jako bicolor. Nie dosyć, że piękny, to pyszny, z cieniutką skórką. Zaczyna dosyć wcześnie i owocuje bardzo długo. Bardzo warto go mieć

ORANGE BANANA – Żółto – pomarańczowy owoc, wąski i podłużny. Doskonały pomidor, bo nie tylko piękny, ale i bardzo smaczny. Owocuje bardzo długo, wąski krzew rośnie bardzo wysoko. Uprawiałam go kiedyś w szklarni, ale całkiem dobrze rośnie w gruncie. Świetnie sobie radzi w donicach/skrzyniach, bo krzak jest raczej mało ulistniony. Świetnie wygląda posadzony w jednej donicy z czerwonym Bananem Krasnym. Dobry dla początkujących.

I jeszcze kilka różnokolorowych.

ALICE`S DREAM to moje ubiegłoroczne odkrycie. Kilkakrotnie próbowałam uprawiać fioletowe pomidory w typie INDIGO, bo antocyjany, bo zdrowy itd. i żaden mi nie smakował, bo one właściwie były bez smaku. Prawie wszystkie miały twardą, grubą skórę, która okrywała kwaśne, mało smaczne wnętrze. Nadawały się tylko jako urozmaicenie kolorystyczne sałatek. A Alicja, to był szok. Piękna, pyszna z bogatym wnętrzem. Z wierzchu ciemno fioletowa od spodu pięknie pomarańczowa. A smak – marzenie.

MALACHITOWA SZKATUŁKA – zielony z żółtymi pasmami, pomidor niezwykły. Nie jest nadmiernie plenny, ale znika z krzaków tak szybko, że nie ma obawy, aby został na przetwory. Planowałam zrobić z niego chutney, ale nie wyszło, bo się zjadł. Zbiera się go, gdy na zielonej powierzchni pojawiają się żółtawe przebłyski i jest lekko miękki. Krzak klasyczny, owoców całkiem sporo, ale wciąż za mało, tak jest pyszny.

WHITE WONDER – biały, a może raczej kremowy. Uwielbiany przez mojego męża, który kiedyś lubił wszystkie pomidory, oby tylko były czerwone lub malinowe. Ten pomidor ma cudowny, owocowy smak i aromat. Warto mieć choćby jeden, jako ciekawy składnik sałatek lub do pojadania tak o, samego, bez niczego.

I na koniec, kilka koktajlówek. To stosunkowo nowy świat pomidorów. Do dzisiaj wiele osób mówi, że chce posadzić „koktajlówkę”, a one bywają tak różne, jak różne są duże pomidory. Jeśli macie miejsce na 10 pomidorów, to nie sadźcie koktajlówek więcej niż 3. Wybrane przeze mnie odmiany są tak plenne, że jeśli posadzicie więcej, a będziecie je dobrze nawozili, to wydadzą tak dużo owoców, że nie będzie Wam się chciało ich zbierać.

Tadammmm! przed Państwem moi wybrańcy.

BLACK CHERRY – to ciemno bordowy pomidor o okrągłych owocach, wielkości orzecha od laskowego do włoskiego. Bardzo smaczny, plenny i długo owocujący. Gdy pozwoli mu się rosnąć na kilka pędów owoce będą nieco mniejsze, ale nic nie stracą na smaku. Przy nierównej wilgotności podłoża zdarza się, że pękają podczas zrywania. Można je zbierać nie w pełni dojrzałe i odłożyć do całkowitego dojrzenia, wtedy pękanie udaje się znacznie ograniczyć. Mimo tej wady, warto go mieć.

CYTRYNEK GRONIASTY – żółty i zgodnie z nazwą, pomidorki rosną w dużych, dekoracyjnych gronach. Owoce są smaczne i niezwykle słodkie. Gdy ktoś poznał jego smak, nie posadzi innych żółtych.

MALINOWY SMACZEK malinowa koktajlówka. Pyszne, orzeźwiające pomidorowe „cukiereczki”. Tym razem, to naprawdę udany pomidor malinowy w wersji mini. Po nieudanej uprawie Malinowego kapturka, który bardzo łatwo pękał, co skutkowało szybkim psuciem owoców, ten jest zdecydowanie mniej skłonny do pękania. Jak większość koktajlówek jest bardzo odporny na choroby i świetnie sprawdza się w uprawie donicowej na balkonach, tarasach. Bywa, że pierwsze grona wykazują niedobór potasu i maja jasne piętki, ale już kolejne, wybarwiają się równo i owocują bardzo długo.

MEGAGRONIASTY – czerwony, wytwarzający ogromne, wciąż rozrastające się grona, w których może być do 200 pojedynczo dojrzewających pomidorów. To prawdziwy długodystansowiec, miałam go w jednym roku na tarasie, aż do listopada, a w grudniu zjedliśmy ostatnie pomidorki. Owoce są niewielkie, trochę podobne w kształcie do żarówki, słodkie, chrupiące, bardzo smaczne.

TRUSKAWKOWY – czerwony, owalny, bardzo słodki owocowy smak. Dobrze rośnie na wiele pędów, więc będzie idealny dla początkujących lub osób, które mogą posadzić tylko jedną sadzonkę, bo na więcej nie mają miejsca. Świetnie rośnie w donicach.

I jak zwykle kot na do widzenia.

Kot
Kocie sprawki

Odmiany warzyw część VI

W zasypanym śniegiem świecie, może tego nie widać, ale do wiosny pozostało 38 dni. Dzień jest dłuższy od najkrótszego w roku o 1 godzinę i 53 minuty. Kolejna, szósta już część bardzo subiektywnego przewodnika po odmianach warzyw do amatorskiej uprawy w polskich warunkach. Zapraszam do lektury.

SELER KORZENIOWY jest na naszym rynku kilka dostępnych, dość podobnych do siebie odmian. Wszystkie wymagają ciepła, a więc muszą być uprawiane z rozsady. Nasiona można wysiewać od połowy lutego.

TALAR, EDWARD, ALBIN, MAKAR, DENAR Jeśli mam dostęp do nasion, to najbardziej lubię pierwsze trzy odmiany. Wydają mi się najbardziej aromatyczne, a TALAR zachowuje po ugotowaniu biały kolor.

Seler Talar, dobrze się przechowuje, jeszcze w marcu jest bardzo ładny.

Aby selery się udały trzeba zadbać o trzy sprawy. Po pierwsze nie mogą być posadzone głębiej niż rosły. Lepiej posadzić za płytko, niż za głęboko. Po drugie, muszą mieć cały czas wilgotno, a wręcz mokro. Po trzecie, kochają słońce i lubią zjeść. I tyle, zapewnijcie im te warunki, a urosną piękne, dorodne.

SELER NACIOWY od kilku lat sadzę odmianę VERDE PASCAL. Jest aromatyczna i rośnie u mnie bardzo bujnie. Jest dosyć odporna na przymrozki i przy łagodnych zimach, jakie były ostatnio, można korzystać z naci aż do wiosny.

Selery naciowe w grudniu.

SKORZONERA, SALSEFIA – nie ma wielkiego wyboru odmian, więc kupujemy to, co jest. Warto siać te warzywa, bo są nie tylko zdrowe, ale bardzo smaczne i bardzo łatwe w uprawie. I właśnie ta ostatnia cecha, a także niewielka dostępność tych warzyw w sklepach, to istotna zachęta do ich uprawy.

SZPINAK – uprawiam dwa rodzaje szpinaku. Tradycyjny szpinak warzywny i szpinak nowozelandzki.

SZPINAK WARZYWNY sieję w odmianach OLBRZYM ZIMOWY, MATADOR, ASTA. Jeśli zostanie wysiany za późno i będzie miał za sucho, to każdy z nich jest tak samo podatny na wybijanie pędów kwiatostanowych. Myślę, że w obliczu zmian klimatycznych i praktycznego braku wiosny, należy zmienić swoje podejście co do terminów wysiewu szpinaku. U mnie ostatnio udaje się szpinak tylko z wysiewu ozimego. Wysiewam go tuż przed zamarznięciem grządek, zwykle w grudniu. Nasiona leżą przez zimę i kiełkują wiosną najwcześniej jak to możliwe. Wtedy w maju są piękne plony. Można go siać jako przedplon pomidorów, ogórków.

SZPINAK NOWOZELANDZKI czyli trętwian czterorożny. Nazwa pochodzi od kształtu nasiona, z którego często wyrastają 4 rośliny.

Tak mocno rozrośnięty szpinak trzeba przyciąć, aby się rozkrzewił

Szpinak nowozelandzki na brzegu grządki z pomidorami

SZPINAK NOWOZELANDZKI, w przeciwieństwie do szpinaku warzywnego, nie jest wrażliwy na wysoką temperaturę i miłośnicy szpinaku mogą się nim cieszyć także w letnich miesiącach. Posadzony w żyznej ziemi i przycinany, mocno się rozrasta. Na jedną osobę w rodzinie wystarczą dwie – trzy rośliny. Pielęgnacja roślin w czasie wzrostu jest taka sama jak szpinaku zwyczajnego. Dobrze jest z niego zrobić rozsady. W marcu wysiewając po jednym nasionku do małych doniczek, wysadzanie do gruntu razem z pomidorami w maju.

Szpinak nowozelandzki

Mimo zimy za oknem, u mnie sezon już się zaczął. Begonie stale kwitnące powoli zaczynają być widoczne bez lupy. Wysiałam lobelie, bo też potrzebują dużo czasu, aby dorosnąć do maja, gdy zostaną wysadzone. Wysiałam bakłażany, dzisiaj postaram się wysiać ostre papryczki, a po 15 lutego, selery.

W ziemi jest pierwszy rzut kilku odmian sałaty, kalarepek, kapusta wczesna i kalafior. Ale patrząc na prognozy, chyba będę musiała sałaty i kapustne powtórzyć. To szybko kiełkujące warzywa i nie za długo można je trzymać w domu, bo są szczególnie wrażliwe na niedobór światła. W ostatnie ciepłe zimy, niedługo po skiełkowaniu wynosiłam je do szklarni. W ubiegłym roku posadziłam pierwsze sałaty i kapusty już 16 lutego, teraz tego nie zrobię, bo mrozy mają trwać jeszcze długo. Każdy rok jest inny i to też mnie cieszy.

Gdy miną mrozy, będzie czas na przycinanie. Kot Banderas już zaczął.

Kot

Odmiany warzyw część V

Do wiosny pozostało 45 dni. Aby pohamować swoje zapędy w kierunku przedwczesnych wysiewów, wysiałam 24 stycznia begonie stale kwitnące. Mam sporo zacienionych miejsc w ogrodzie, a one tam dają radę i całkiem nieźle kwitną. To takie małe dziubdziuleństwa, że trzeba je pikować dwa razy. Ale wysiewy warzywne już będą w weekend. Jako pierwsze wystartują ostre papryki i bakłażany.

Dzień wydłużył się o półtorej godziny. Dzisiaj wybór odmian rzodkiewki i sałaty, bo to one często nas rozczarowują. Rzodkiewka zamiast wytwarzać piękne zgrubienia wypuszcza pęd kwiatowy, a nie każdy lubi strączki z nasionami, choć też są smaczne. Większość z nas pożąda pięknych, soczystych i kruchych rzodkiewek, które można położyć na kanapki lub schrupać w całości. Podobnie z sałatą, zanim zdążymy najeść się chrupiących, pysznych liści, już mamy pęd kwiatowy. Trzeba zacząć od początku, czyli od wyboru odpowiednich odmian.

RZODKIEWKA – ja lubię rzodkiewkę taką, jak była kiedyś czyli wyrazistą w smaku, lekko szczypiącą w język. Nie wierzcie opisom na torebkach, przynajmniej co do smaku. Sami przetestujcie różne odmiany. No i pamiętajcie o tym, że rzodkiewka tym łagodniejsza, bardziej krucha i później zakwitnie, gdy ma zapewnioną wilgoć. W suche i ciepłe dni można ją podlewać nawet codziennie. Gdy robi się to nieregularnie, podobnie jak kalarepka – pęka.

TYTANIA, ROWA I KRASA, mają zgrubienia okrągłe czerwone, najłagodniejsza jest ROWA. Dobrze nadają się do przyspieszonej uprawy pod osłonami.

TETRA IŁÓWIECKA jest okrągła, czerwona z białym końcem. Systematycznie podlewana może wytworzyć zgrubienia bardzo duże, a nadal kruche i soczyste, świetne na surówki.

ZLATA koloru żółtego z białym środkiem, najlepiej udaje się jesienią jako poplon, znosi krótkotrwałe przymrozki i może pozostawać w ziemi bardzo długo.

OPOLANKA to podłużna rzodkiewka czerwona z białym końcem. Rośnie szybko, ma nie za bujne liście, więc doskonale nadaje się jako roślina znacznikowa czyli wsiewka pojedynczych nasion (co ok. 10-15cm), aby było wiadomo, gdzie zasialiśmy warzywa długo kiełkujące. Nadaje się jako towarzystwo dla pietruszki, marchewki, skorzonery, szpinaku nowozelandzkiego. Zdąży urosnąć, zanim współtowarzysze będą potrzebowali więcej miejsca.

MILA – to też podłużna rzodkiewka, czerwona z białym końcem. Odmiana mało wrażliwa na długość dnia, rzadko wybija w kwiatostany, ją jako jedyną wysiewam latem, gdy dni są dłuższe niż 15 godzin.

SOPEL LODU to długa, biała rzodkiewka, wysiewana w sierpniu na jesienne zbiory. Warto te letnie wysiewy przykryć szczelnie białą agrowłókniną, aby zabezpieczyć je przed inwazją pchełki i zatrzymać wilgoć.

Aby rzodkiewka się udała, trzeba spełnić kilka warunków. Siew – nie za głęboki 0,5 cm maksymalnie 1 cm, lepiej za płytko niż za głęboko.

Nie może być za gęsto. Nasiona rzodkiewki są na tyle duże, że można umieścić jedno – dwa nasionka co 2-3 cm, no dobra, jak się sypną trzy, to też może być. Stanowisko słoneczne i stała wilgotność podłoża No i niezwykle ważny – termin siewu. Rozpocząć wysiewy jak najwcześniej, jeśli ziemia rozmarznięta, to nawet w lutym. Siewki nie boją się przymrozków. Wiosenny siew rzodkiewek trzeba zakończyć w „majówkę”, bo wtedy dni mają już ponad 15 godzin, a to jest sygnałem dla rzodkiewki, że należy zakwitnąć. Można troszkę to powstrzymać dużą wilgotnością, ale nie zawsze się uda. Tak więc, 3 maja to ostatni dzień wiosennego wysiewu rzodkiewki. 15 sierpnia znów można zacząć siać, na jesienny zbiór.

Listopadowe rzodkiewki.

RZODKIEW CZARNA – MURZYNKA wysiewam ją jako poplon na grządce po groszku. Trzy – cztery półtorametrowe rządki zapewniają nam jedzenie aż do wiosny. Najczęściej nie wykopuję jej, tylko przykrywam słomą, a jeśli zdarzają się wielkie mrozy, to wyrywam rzodkiew zanim nadejdą, wrzucam do wiaderka i dołuję w szklarni lub zabieram do garażu.

SAŁATA jest tak wiele odmian i rodzajów sałaty, że należałby jej się oddzielny wpis. Rozwinę się mocniej na jej temat w książce, teraz krótko.

SAŁATA MASŁOWA niezwyciężona KRÓLOWA MAJOWYCH wciąż popularna i myślę, że na to zasługuje. Szybko rośnie, jest bardzo wczesna i smaczna, ale nie można sadzić jej za dużo, bo szybko wybija w kwiatostany.

EWELINA, ISMINA, SYRENA – to mój subiektywny wybór. Te masłowe sałaty są skrzyżowane z sałatą kruchą i dzięki temu ich smak jest dla mnie bardzo atrakcyjny. No i wybijają później niż Królowa Majowych.

KRÓLOWA LATA, MICHALINA i SABA – do uprawy letniej. Też są masłowe, ale nie są wrażliwe na długość dnia, późno wybijają w pęd kwiatowy.

Nigdy nie przeznaczam dla sałaty oddzielnej grządki, zawsze rosną jako obrzeże lub wypełniacze.

SAŁATA LODOWA – to sałata, którą można uprawiać latem, bo jest mniej podatna na wybijanie w kwiaty. Ja lubię odmiany zawiązujące główki JULECZKA i kolorowa CARMINA.

SAŁATA LIŚCIOWA – to sałaty, które nie zawiązują główek, można je ciąć zostawiając serduszko/środek, aby odrastały albo zbierać pojedyncze liście, dopóki nie zakwitnie, a kwitnie dość późno. Nadają się do uprawy w doniczkach, na balkonie, tarasie.

Dębolistne – bardzo smaczne i dekoracyjne czerwone REDIN i BISCIA ROSSA, zielona BIONDA FOGLIA RICCIA. Nie lubię zielonej odmiany Dubaczek, bo jest dosyć twarda.

Strzępiaste kruche – czerwona LOLLO ROSSA, zielone LOLLO BIONDA, REKORD.

No i na dzisiaj tyle. Czas już powoli przygotowywać pojemniki i ziemię do wysiewu rozsad najwcześniejszych warzyw. A póki za oknem tak zimowo, to szarugę rozjaśniają kwiaty i zwierzęta 🙂