Święta, święta…

Święta, święta i… dzisiaj ostatni dzień, a więc jeszcze zdążę z życzeniami. Ograniczę się do życzeń zdrowia, bo po realnym kontakcie ze szpitalną rzeczywistością, bardzo dotkliwie uświadomiłam sobie, że bez niego, nie ma nic. A jak zdrowie jest, to reszta albo sama do nas przyjdzie i będzie nas cieszyła albo zrobimy wszystko – zaplanujemy, a potem zrealizujemy, żeby doprowadzić do realizacji. Bez zdrowia, nie chce się planować i nie ma się ochoty ani siły na realizację. No i tak to… a więc zdrowia.

Święta to taki dziwny czas. To jedyne święta, które naprawdę lubię. Jeden z powodów jest taki, że nie ma za bardzo pracy w ogrodzie i bez chęci rozerwania się na części między domem, ogrodem, a pracą zawodową, można się rzucić w wir gotowania, strojenia, uładzania tego, na co w sezonie rycia ziemnego czasu brakuje albo jest go szkoda na trywialne szorowanie szafek kuchennych itp. Ogród śpi, a ja doczyściłam młynek do przypraw. Mam taki drewniany, z szufladką.

DSC08746

Poza tym, niewiele poszalałam. Ale nie czuję niedosytu. Chodzenie o kulach nie zachęca do polerowania, szorowania itp. Lata życia, które mam za sobą pokazały, że jest parę ważniejszych spraw niż lśniące okna. Czy widzieliście jak pięknie może wyglądać zimowa łąka?

DSC08777 DSC08772 DSC08769 DSC08767

Pochodzę ze zwyczajnego domu, gdzie już na 2-3 tygodnie przed Wigilią zaczynał się sezon „na święta trzeba…musimy…powinniśmy”. Woda zamarzała na szybach, ale okna musiały lśnić, mimo że krótkie dni nie pozwalały zbyt długo oglądać ich blasku. I w sumie… nawet by mi to nie przeszkadzało, gdyby nie to, że było w tej pracy dużo pośpiechu, złości, niezadowolenia, że znów się z czymś nie zdąży. I to „niezdążenie” było takie strasznie ważne. Nasze matki przekazały nam chyba w genach, że święta oznaczają gigantyczną „spinkę”. W domu, który stworzyłam, oczywiście też przygotowywaliśmy się do świąt, ale robiłam wszystko, aby uniknąć przedświątecznej nerwówki. Bo pamiętałam jak bardzo odbierało mi to radość w moim rodzinnym domu. A chciałam, aby święta były dla nas przede wszystkim radością. Dlatego, gdy moja synowa powiedziała, że po raz pierwszy przeżyła Wigilię bez „spinki”, to był dla mnie najpiękniejszy prezent podchoinkowy. Nie wiem ile jest w tym mojej zasługi. Może nie ma jej wcale. Ważne, że dzieci nie zapamiętają czasu około świątecznego jako jednego wielkiego pasma nerwowej pracy, poganiania, pośpiechu.

 DSC08738 DSC08756 DSC08757 DSC08764

Święta Bożego Narodzenia to jedyny czas, gdy nie przeszkadza mi kicz. To taki czas, gdy wszystko świeci, błyszczy i tak ma być.

DSC08755 DSC08749

DSC08774 DSC08790 DSC08792

Mają też święta tę moc, która sprawia, że kontaktujemy się z ludźmi dawno nie widzianymi, nie słyszanymi, z którymi popadliśmy w konflikt. I choć nie zawsze pamiętamy o co chodziło, to czasem udaje się powrócić do siebie. Ale nie zawsze. Bo magia świąt nie zawsze ma aż taką moc. Czasem trzeba po prostu czasu. I choć nie zawsze jest nam dane mieć go tyle, aby zdążyć, to trzeba się z tym pogodzić i żyć. Bo chyba nie ma nic gorszego niż spędzanie z kimś nielubianym świąt, bo „tak trzeba”, bo „tak wypada”. Wiem, że czasem naprawdę „tak trzeba”, ale w większości przypadków jednak nie. To my sami nakładamy na siebie takie przymusy. A później okazuje się, że nie dosyć, że nikogo nie uszczęśliwiliśmy, to sami zepsuliśmy sobie świąteczny czas. Czasem zazdroszczę zwierzakom, bo one nic nie muszą, a za to jak potrafią się cieszyć!

DSC08784 DSC08783 DSC08782DSC08766

Lubię też, gdy święta się kończą, bo to oznacza powrót do normalności. Do coraz dłuższych dni, do światła, do wiosny. Bo „na Nowy Rok przybywa dnia na barani skok, a na Boże Narodzenie na dziecięcia stąpienie.” I każdego dnia będziemy się zbliżali do tego czasu, gdy świat zacznie się otwierać i rodzić na nowo.Mimo zimowego uśpienia, rośliny są już pełne gotowości. Forsycje wyraźnie pokazują kwiatowe pąki, magnolie obsypane obietnicą kwiatów, wrzośce powoli się wybarwiają.

DSC08763 DSC08761 DSC08758 DSC08791 DSC08794 DSC08789

Sobie i Państwu życzę, aby to oczekiwanie było przyjemne. Wypełnione ulubionymi lekturami, planowaniem i wszystkimi tymi zajęciami, które sprawiają radość, bo jej w naszym życiu nigdy nie jest za dużo. Pozdrawiam.

Jesienne warzywa

Jesień tego roku jest łaskawa dla warzyw. Niektóre, posiane jako poplon,zdążyły dorosnąć i za parę dni będą się nadawały do zjedzenia. Nieco gorzkawa, ale lubiana przeze mnie, cykoria włoska zwana radicchio. Nie tylko smaczna, soczysta, ale też jaka piękna.
DSC08693 DSC08694

Jarmuż, posadzony w lipcu wyglądał tak…
DSC07785

… delikatnie mówiąc nie był zbyt ładny, a mówiąc wprost, był bardzo lichy i słabowity. Ale kilka miesięcy zrobiło z niego całkiem dorodnego młodzieńca.
DSC08692

Nie pamiętam kiedy ostatnio było tak długo ciepło. Owszem zdarzały się ciepłe zimy, ale zawsze poprzedzone kilkoma przymrozkami. Czasem już w pierwszej dekadzie września znikały z rabat aksamitki, begonie, dalie, a wraz z nimi żegnałam się ze świeżym koperkiem. W tym roku koperek cały czas wytwarza nowe gałązki…
DSC08696

… mimo końca listopada w ogrodzie jest całkiem sporo kwiatów. Oczywiście róże, aster gawędka, nagietki, rudbekie dwubarwne. A z jednorocznych zdumiewające sunwitalie, lobelie, begonie wieczniekwitnące, które naprawdę zasługują na tę nazwę.
DSC08722DSC08721DSC08720DSC08717DSC08711DSC08707DSC08706DSC08703DSC08689

Nasturcje mają się jeszcze całkiem nieźle, a dalie ścięłam tylko dlatego, że z powodu perspektywy bliskiego kontaktu z NFZ, musiałam je już wykopać.
DSC08600DSC08641

A jeszcze niedawno uskubałam trochę szpinaku nowozelandzkiego do zupy jarzynowej.
DSC08697

No pewnie, że nie są to takie zbiory jak w środku lata, ale w obliczu usypiającej przyrody, tym bardziej cieszą.

Oprócz takich niespodzianek jak wciąż zielony koperek czy rosnący szpinak nowozelandzki, przyszedł czas na „normalne zbiory”.
Skorzonera. Ostatnio stała się modna, a w moim ogrodzie nigdy modna być nie przestała. Ponad 30 lat temu uprawiał ją mój Tatko i od tamtego czasu, z pewnymi przerwami, jest wciąż obecna.

Tutaj jeszcze drzemie w ziemi, tylko rzodkiewki, jako roślina znacznikowa już są obecne. To dopiero marzec, wszystko co najlepsze – przed nami.
DSC06286

W maju rzodkiewki już prawie gotowe do jedzenia. Gdy wyrwiemy te dwie rumiane ślicznotki po obu ich stronach pozostaną maleńkie szable skorzonery. Jeszcze mikrusy, ale bez problemu można je odróżnić od chwastów.
DSC06692

Czerwiec. Skorzonera nie powschodziła najlepiej, zostało sporo pustych miejsc. Wypełniłam je kalarepką, która spokojnie dorosła zanim skorzonera potrzebowała więcej miejsca.
DSC07329

Lipiec. Zaczyna być konkretną rośliną, ale jeszcze kilka miesięcy rośnięcia przed nią.
DSC07788DSC07794

W lipcu w ogrodzie życie trwa w pełnym wymiarze, co oznacza zbiory, ale nie tylko.

DSC07657DSC07802DSC07800DSC07809DSC07790DSC07804DSC07803

… bo na rabatach kwiatowych – pełnia życia. Kupione w PomiDorce i posadzone wczesną wiosną sadzonki bylin i cebule, najpierw wyszły z ziemi, a później pokazały co potrafią. Będzie przesadzanie w przyszłym roku!
DSC07787DSC07775DSC07772DSC07771DSC07770DSC07769DSC07768DSC07767DSC07766DSC07765DSC07743DSC07712DSC07693DSC07667DSC07652DSC07649

No ale wróćmy do listopada i do skorzonery.
DSC08691
Urosła bardzo dorodna. Tak piękna, że nie spodziewając się tego, kilka pierwszych pękło mi w połowie. Później zmieniłam sposób wydobywania i wychodziła prawie w całości.
DSC08679DSC08678

Uzbrojona w rękawiczki zabrałam się za obieranie. Na zdjęciu troszkę widać „mleczko” które wydobywa się z niej przy każdym zranieniu skórki. Dlatego warto robić to w rękawiczkach, aby uniknąć późniejszego szorowania dłoni. Wodę, do której wrzucałam obrane korzonki, zakwasiłam domowym octem jabłkowym.
DSC08682DSC08684

Przepisów na przyrządzenie skorzonery są dziesiątki. Może być daniem głównym, tak jak u mnie, ale świetnie pasuje jako dodatek do ryb, drobiu i innych mięs. Pozostaje wybrać jakiś, który wydaje nam się najodpowiedniejszy i delektować się bardzo ciekawym smakiem. I to jeden z nie aż tak bardzo licznych przypadków, gdy to co smaczne, jest zdrowe :)
DSC08729

PS Trzymajcie kciuki, to był mój pierwszy wpis na blogu :)
Taki urodzinowy prezencik sobie zrobiłam… na osiemnastkę… na wiek Chrystusowy i na dwulecie… razem do kupy :)